niedziela, 14 grudnia 2008

rocznica...

Koncert "Czerwonego Tulipana" w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego...Choć ledwie na świecie byłam - bo jakiś metr pewnie od ziemi wówczas spoglądałam z rozdziawioną buzią na to co wokół- jest we mnie tamta rzeczywistość...Nie chcę, by ckliwością i patosem zalatywało, nie mniej w jakimś stopniu był to ból mój, mej rodziny, mego Kraju...
A muzycznie koncert dobry: śmiech, sentymentalność, kabaret w wykonaniu Ewki /pozwalam sobie na spoufalania , a co. / Ważne, że oprócz nas byli rodzice Kaja. Znane piosenki i te z najnowszej płyty. Sala wypełniona po brzegi. Rozśpiewana.
Nasza z Kajem też rocznica - ha,ha - bardzo pierwsza...Ale podobno jeden dzień - jak tysiąc lat! I to, co najlepsze przed nami wciąż jeszcze! Na ferie planowany Paryż - zamówić bilety. Nie leciałam samolotem jeszcze i dlatego...bo można by niby autostopowo, choć szczerze, wolę ten rodzaj przemieszczania się raczej latem. Jest wówczas komfort większy i nie straszna myśl o tym, ze nie wiadomo, gdzie nocować będziemy... A ta Francja tak sama przyszła - dzięki Ani z Camino. Odnalazła mnie, mój adres, napisała,ze myśli...Zatem możliwa będzie kawa razem z nią - cudną kobietą dojrzałą, która robi reportaże i dokumenty - gdzieś na rogu paryskiej ulicy....Chcę, by nam się ten plan udał!

Brak komentarzy: