wtorek, 14 kwietnia 2009

zdjęciowo

Tu jeszcze z brodą...
A tutaj już bez niej...

W urodzinowym prezencie na głowie i podłodze... Wojskowy hełm całkiem wygodny jest do snu... Prezent od moich autostopowiczowych przyjaciół: Pepsika i Jojka...Dobre chłopaki, choć utknęli 80km przed Olsztynem - nie poddali się i zawitali do mnie o pierwszej w nocy, by o 5 rano znów wstać i ruszyć dalej...Dziękuję Wam kochani!

Urodzinowo...piękne 30... /okiem Jojka/

Pijąc kawę na ściętych pniach...

W ściętym lasku...Pourodzinowo-niedzielno palmowo...



Tajemnicza czwarta ręka Ewy (naszego manekina)
A na zdjęciu: Adaś K. (zwany Kopernikiem), Daniel, fragment Ewy, Kaj i ja :)

wtorek, 31 marca 2009

krok za krokiem

Zmiany. Finisz...Kończenie biegu, marszu....Domykanie spraw i działań podjętych czas jakiś temu. Moje okrągłe urodziny i nowa uzyskana profesja : arteterapeuta.

Rozmowa z Danielem - ciekawa historia pewnej znajomości, której nic nie zapowiadało, ze moze przetrwać lat kilka...nie wiedzieliśmy o sobie nic, prócz imion...i nie mieliśmy w pamieci nic prócz kilku godzin rozmów...a jednak krok po kroku, ślad po śladzie dotarliśmy do telefonicznych numerów...

Lubię zyć!

Lubię coraz mocniej, gdy słońce zmusza kolory do głębszego istnienia...

Lubię..

Kiełkują nam nasiona, kiełki... Owies posadzony na Wielkanoc na parapecie śpi...a brzozowe gałązki pękają listeczkami pod naporem zieloności..
Nasze razem tez się rozwija..
Kazda podróz zaczyna się od pierwszego kroku..
Jaki teraz obiorę kierunek? Jak ustawię kompas?

ps. czekam z niecierpliwością na autostopowiczowych przyjaciół ...

wtorek, 24 marca 2009

przekaż dalej

przekaz dalej swoje zycie Lutnico...Niestety nie zdązyliśmy jej wypuścić pierwszego dnia wiosny...Znaleźliśmy ją opadłą z sił...Jednak został po niej ślad - maleńkie kropeczki jedna obok drugiej...Kiedyś z nich będą male gąsienice - lutnicowe stadko dzieci...
A wiosna faktycznie nie moze się z zimą dogadać. Poranny dziesiejszy widok iście grudniowy. Drzewa obsypane śniegiem, jakieś 5cm. nawet. I pada dalej... Biało wszędzie. Co to będzie? Pozdrawiam świetliście zatem...

wtorek, 17 marca 2009

coaching

...zaczytuję się w ksiązce Macieja Bennewicza "Coaching czyli restauracja osobowości" Coś więcej na ten temat jeszcze dodam...póki co poszukuję drogi i mam swego przewodnika - siebie samą, swój wewnętrzny głos i pomoc w postaci ludzi, którzy są przy mnie i wydrukowanych slów...

udało się

I świat odkrył przed nami jedną ze swych tajemnic skrytych w kokonie. Udało się! Nasza gąsienica uśpiona obudziła się w niedzielny wieczór - już jako ćma! Wzruszenie ogromne. Zycie...Zycie mnie zachwyca swą niesamowitością trwałości i ciągłości. Od tysiąca lat owady, zwierzęta i ludzie umierali i rodzili się... Cud! Wiosna. Odrodzenie. Narodzenie.Jest - nasza pierwsza żywa istota...

środa, 11 marca 2009

brody ścinanie

...o godzinie17:30 zakończyła swój żywot broda, urodzona na twarzy mego narzeczonego jakieś ponad cztery tygodnie temu...
i teraz uczyć się będę od nowa...

wtorek, 10 marca 2009

czekając wiosny

Gdzie ty jesteś wiosno?
Hop,hop! Gdzie jesteś? Czemuś taka nieśmiała?
Nasza "Lutnica" - czyli gąsienica w kokonie , znaleziona i trzymana na oknie w słoiku- zapadła w sen przepoczwarzania się... Kiedy skrzydełka rozwinie? Ciekawe,ciekawe... To będzie nasza pierwsza wyhodowana ćma.
A ja tez chcę skrzydła swoje kobiece rozwinąć juz!...lekkie sukienki nosić! na rowerze jeździć! biegać z rana wokół jeziora! Chcę wiosny pełną gębą a póki co tylko przedwiośnie błotem klei się do butów ...

środa, 25 lutego 2009

chleb


By zamieścić tu kilka słów, muszę wcisnąć klawisz
z napisem utwórz "nowy post"...
A teraz się zaczął Post.
Prawdziwy. Woda i chleb...

sobota, 14 lutego 2009

po drugiej stronie


po drugiej stronie lustra
po drugiej stronie ciała
wzrok spuszczony jeszcze
i przyspieszony oddech, by zmyć z twarzy rumieniec...
Jaka ja - taki Ty, jaki Ty - taka ja..

wtorek, 10 lutego 2009

broda niczyja

zasłyszane z rozmów codziennych ludzi:

"Ona: Kuje mnie Twoja broda jak Cię całuję..
On: Mnie też wkurzał w takich sytuacjach zarost..."

Zaśmiałam się.... to zdanie tygodnia!
Samo życie.
Moje życie. Ja wiem...


Życie
bez przyimka ...

poniedziałek, 9 lutego 2009

Quando sono sola


con me..
ze mną...
dziś sama z rana się zbudziłam...
zasłuchałam się w "Con te partiro" Andrea Boccelli i Sarah Brightman...
z Tobą...
ze mną...
jeszcze w piżamie piszę te słowa i pocieszające jest to, ze po burzy zawsze przychodzi spokój, po nocy dzień....
a to słońce za oknem mocno mnie raduje!
kiedy jestem sama, ech...nie chcę dać się wątpliwościom

niedziela, 8 lutego 2009

puste mieszkanie





Jak w "Pustym domu" weszliśmy cicho do mieszkania pustego - podlać kwiatki... Ostatecznie skończyło się jednak na zaparzeniu kawy, zjadaniu chałwy, rundce naszej prostej gry w karty i wypiciem dwóch kieliszków wódki (znalezionej w lodówce).
I przed wyjściem sprawdzenie czy wszystko jest na swym miejscu, nawet piasek po butach zgarnialiśmy, by zatrzeć po sobie wszelkie ślady...
Ach, więc to tu bywałeś zanim się spotkaliśmy?...
Klucze - wolałabym by zostały oddane właścicielowi i byśmy następnym razem wchodzić musieli pukając do drzwi...

wtorek, 3 lutego 2009

pomieszkiwanie i milenie w sobie

Pomieszkuję sobie tutaj. Mogłabym napisać "Tutaj" - jak w reklamie, bo to bardzo konkretne miejsce, co ma okna i drzwi, i światła nie ma albo trzeba umieć je zapalać, i łóżko ma i szafkę z cegieł...
Dziś buro za tym oknem właśnie, jakos tak smutno i mi się smutek udziela. Ale "Ukryta miłosć" Budzyńskiego podnosi i rytm serca przyśpiesza dziecięco... "Zakochałem się za późno..."
Ty, na korepetycjach. Ja przy biurku patrząca przez szybę. Wypatruję. Wypatruję przyszłosci, wiosny, Ciebie...
Zapytałeś, czy mówiąc "idę do domu" faktycznie traktuję to owe nasze Tutaj jako dom?
Przestawiam się. Niekiedy przyłapuję się na tym, ze faktycznie swobodnie się czuję i chcę dbać o tę przestrzeń, jakieś drobiazgi swoje dodawać...Resztę życia spędzę włąśnie Tu-taj... Wprowadzenie się do Ciebie bedzie ostatnią, tylko moją przeprowadzką...Następne będą juz wspólne.
Oswajam. Wchłaniam. Absorbujęl. Mielę w sobie, by jakaś sensowna myśl z tego się zrodziła...
Dziś wogólne jakoś mielę w sobie, taki egocentryzm trzewiowo-psychiczny uprawiam...
Presja. Odczuwam, co to znaczy być pod presją. Wokół ślubów i wesel narósł jakiś muchomor szaleństwa, marketingu i reklamy.
A ja chce prosto i prawdziwie, ba i pięknie do tego!!!! A poczucie piękna to rózne bywa, czasem tak kiczowate i nadmuchane,ze aż mnie wzdryga.
Byliśmy ogladać suknie ślubne i po pierwsze: białe suknie są w mniejszosci, nie są tak modne, a po drugie - to wszystkie jakieś takie "bezy" albo "pancerze i zbroje" w jednym. Skromnych a pieknych sukienek bardzo, bardzo mało.
Czy to ja mam jakis inny gust, czy po prostu pakuje się kobietom do głowy,ze maja na slubie wygladać jak "królowe" ( lecz wątpłej jakości jak dla mnie) i wciska się im potem te suknie wyszywane perełkami, ciezkie i jakieś takie bez wyrazu. To moja opinia. Cieszę sie, ze ja dorosłam do tego, ze umiem powiedzieć, czego chcę i czego na pewno nie chcę. Presja otoczenia nie mniej odciska się w mej psychice jak stempel. Bronię się dzielnie odpowiadajac na pytania: nie jesteś przesądna, ze razem sukienkę wybieracie? czy się nie boisz, ze nie ma "r" w maju i czy to czy sramto....Ech na te bzdury (przepraszam ale takie sprawy to dla mnie włąśnie, jakieś pierdoły) normalnie sił mi braknie...
Dobrze, ze normalność zachowuję jeszcze i że Ty jesteś,z e my razem Tutaj skryci ...

sobota, 24 stycznia 2009

kamienie


....przychodzi niekiedy do mnie "ta" myśl i wówczas zamiast słów: zera i jedynki wypisuję...taki szyfr na złość, na niepokój, niepewność, lęk... Szyfr tego, czego wypowiedzieć nie wolno, bo w zaufaniu usłyszałam, ale co okrutnie uciska, przygniata... Kamień. Daję radę, póki co daje radę. Zaciskam zęby. Jestem dzielna. Uśmiecham się pomimo drżącego serca. Tajemnica o której wiem tylko ja i Ty...
Mam jednak spokój, ze tak ma być, ze to moja droga życiowa....widać nie dana mi jest zupełna sielanka i lekkość bytu...nieznośna lekkość bytu... Lustra...Ach, pamiętam te sceny z filmu.. i kapelusz uwodzicielskiej kobiety...

Wyszukała w necie taki oto tekst, nawiązujący do pojęcia kamieni, choć w innym kontekście niż ja początkowo o nich myślałam...Podoba mi się!

Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik po majonezie i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.
Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli.
Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.
Profesor powiedział:
- Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie. Kamienie - to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione.
Żwir - to inne, mniej ważne rzeczy: pieniądze, mieszkanie albo auto.
Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Waszą pracę.
Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych, później nie będzie to możliwe. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie.
Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na drobne rzeczy (np. pracę), nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego ważne jest, by zadać sobie pytanie: co stanowi kamienie w moim życiu? Następnie włożyć je jako pierwsze do słoja i dbać o nie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na pracę, dom, zabawę itd.
Zważajcie przede wszystkim na kamienie - one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek.

czwartek, 22 stycznia 2009

pod sztandarem Dobroci...

Szukałam Cię...i znalazłam! Choć bardziej nazwę "pozwoliłam się znaleźć"... Trójkowa piosenka
" Szukałem Cię wśród jabłek" towarzyszy rozważaniom pisanym...
Dziś choroba. Taka zwyczajna, co się człowiek poci, jest osłabiony i chce mu się tylko spać... Nie lubię lekarzy, ale tylko dzięki nim nie wywalą mnie z pracy, gdy zaniosę im karteczkę z pieczątką i datami - zwaną zwolnieniem...
Jakie są teraz moje dni, kroki, ruch ręką? Szybkie. Wspólne. Łagodniejszy.
Uczę się, wcale nie miłości, ale przyjmowania dobroci... To nie takie łatwe, gdy przez długi czas obrastało się w pancerz, by przetrwać i do głowy nawet nie przyszło, ze ktoś może chcieć zwykłe rzeczy robić dla mnie... Dla mnie to rozpieszczanie... Wczorajszy rosół z rana i potem druga porcja, z deserem - bo miałam chęć na coś słodkiego...Albo słowa, które są zapewnieniem, ze nie muszę się martwić, On zrobi to za mnie i robi! Czyny... Dobroć. Nasze "razem" ma ją wypisaną w swym herbie i na sztandarze. I bronię się przed tym, by przypadkiem nie zatrzasnąć i nie zabrać rąk - lecz otwarte dłonie wyciągać i pić, pić, pić ile tylko można, kiedy dostaję dobro z Jego rąk...
Jeszcze wiele będę się uczyć...Odkrywania w sobie kobiety. Otwartości. Przyjmowania. Dawania. Tak,mam na myśli tu także sferę ciała... Całe życie przed nami! Mam czas, mamy czas...

wtorek, 20 stycznia 2009

upiorne tańce - przewrotne łamańce


"Upiór w operze" w Teatrze Roma w Warszawie dnia sobotniego był i nasze pierwsze parkietowe szaleństwo w klubie "Amnezja"...
Póki co słowa tylko te, bo zmęczenie dopadło mnie i lekki zawrót głowy- czyżby chorobowy? Nie chcę się poddać! O nie! Chyba, ze w tańcu jestem uległa...ale to zupełnie co innego, to uległość prowadzeniu męskiej dłoni...

środa, 14 stycznia 2009

puszcza i klucz


Odetchnęłam wczoraj z ulgą, gdy na malutkich czarno-białym zdjęciach z USG nie było śladu "obcej tkanki"... One dwie, które mnie tak zatrważały ostatnio - opisywane czasem w Pieśni nad Pieśniami jako łanie, pagórki - mają po prostu "taką -a-nie-inną"budowę... I słowa pani doktor, ze skoro boli - to dobrze. Choć ja wolałabym, żeby mnie nie bolało, bo jednak utrudnia to troszkę życie, odrobinkę może ale jednak... Ukłucie.Szpileczka.Ból. Tak już to będzie w mej kobiecej naturze, w mym ciele, mimo wieku, wciąż się rozwijającym... Ból. Ból istnienia. Zatem to dowód na to, ze mam duszę i mam ciało.
Czekając na autobus opóźniający się z powodu wypadku - w uszach muzyka Trójkowa i słowa Waglewskiego: "rzuca mnie to tam, to tu i tracę głowę, by wierzyc w to, że lubie życ! ..myślałem, że tak łatwo, ze to proste i wszystko wiem... nie ważne, że się gmatwa...ma się udać i uda się!!!" Bardzo adekwatne do tego, co w ostatnich dniach się działo...
Kaj,uda się nam, prawda?
I jeszcze jeden muzyczny akcent "..bliżej niż teraz"
http://www.wrzuta.pl/audio/eejxNeqKQu/voo_voo_-_klucz

poniedziałek, 12 stycznia 2009

k.o.d.

K.O.D.
Kaj,oczy,Doris...Porozumienie. Rozmowa.Wpatrzenie.Klatka schodowa niejasna i rozmowa też dotycząca spraw "ciemnych"... Spokój bo...
Za - uffff-anie...
Zaufanie tego rodzaju, które daje wolność...
"za" - jestem za, jestem na Tak , za tym, za Tobą murem..
"uffffffff" - ulga, jakby nie patrzeć, jakby nie rozpatrywać, "ufff" to uciekające z balonika powietrze ale i wstrzymywany od dawna bąk, który uszedł z nas niczym pocisk..
"anie" - a nie to, tamto..jeśli nie TO, nie to nasze MY, to co?
My jesteśmy niezaprzeczalni przez żadne "anie"!
Moje 010101010000000 dłuższej wypowiedzi zostawię na powrót ciężkich wspomnień i lęku, dziś tylko taka ewentualna zapowiedz...

czwartek, 8 stycznia 2009

paskudne

"..to takie paskudne - wypraszać tak na noc" - wypowiedziane z uśmiechem przez Romka...Urzekło mnie bardzo to zdanie! Nic w tym nadzwyczajnego, ot zwykłe rodzicielskie stwierdzenie. Jednak moje serce podbite zostało wczoraj i myślę, ze ku dobrej drodze jest by zrobić miejsce na "ojcostwo"...
Nasz zeszycik z Kajem, dwustronny "ona" i "on" zaawierający - zapiskuje się systematycznie... Nasze oczekiwanie, przemyślenia, opis codzienności tam już na zawsze zostanie...Czy po latach będziemy czytać owe słowa?

wtorek, 6 stycznia 2009

...pierścionek na szczęście

w czekoladziarni dopełniliśmy zadość - na paluszek mój powędrował pierścionek...secesyjny lekko...srebro z białym bursztynem.. z maleńkim zbrudzeniem, niedoskonałością, rysą...dużo było śmiechu przy tym, żadnych tam wzniosłości nadmuchanych...cudownie!